W świecie e-commerce panuje groźna iluzja. Przekonanie, że samodzielne koordynowanie wielu dostawców przy złożonych zestawach promocyjnych to oszczędność. Wybierasz najtańsze pudełka, najcieńsze wkładki, osobno zamawiasz gadżety. W arkuszu Excel wszystko wygląda świetnie – urwałeś kilka złotych na sztuce.
Ale jako osoba zarządzająca marketingiem wiesz coś, czego Excel nie widzi – Twoim najdroższym zasobem nie jest karton, tylko uwaga i czas Twojego zespołu.
„Przecież i tak mu płacę”
Wielu właścicieli i managerów wpada w pułapkę myślenia: „Skoro i tak płacę specjaliście pensję, to niech zajmie się koordynacją produkcji”.
To klasyczny błąd, nasze mózgi nie lubią liczyć strat, których nie widać bezpośrednio. Wytłumaczmy to obrazowo – kupno Ferrari po to, żeby wozić nim ziemniaki z pola, to fatalny interes. Można? Można. Ale to najdroższy transport ziemniaków w powiecie. Twój specjalista od Adsów, strategii czy brandu to Ferrari. Jeśli każesz mu szukać najtańszego dostawcy wkładki i pilnować, czy kurier odebrał bibułkę, zamieniasz swój najszybszy bolid w traktor.
Realnie potrzebny czas
Przyjmijmy ramy jednej, standardowej akcji promocyjnej (np. influencer boxy, edycja limitowana, launch nowego produktu), nad którą Twój zespół pracuje intensywnie przez miesiąc. Policzmy realny czas, który „przepala” marketer:
Research i specyfikacja (4h) – szukanie dostawców, próba zrozumienia, czy tektura falista E to to samo co fala B i czy wkładka na pewno utrzyma produkt. To godziny spędzone w Google, rozmowach z dostawcami czy weryfikacji tego co podpowiedział LLM.
Zapytania i negocjacje (6h) – wysyłka specki do 5 firm, zbieranie ofert, porównywanie (które nigdy nie jest 1:1, bo każdy liczy inaczej transport czy matryce) oraz walka o te słynne „kilka groszy” oszczędności na sztuce.
Próbki i decyzje (4h) – zamawianie fizycznych wzorów, sprawdzanie czy odcień logo na pudełku pasuje do tego na taśmie. Często kończy się to frustracją i kolejną rundą poprawek.
Administracyjny chaos (3h) – procesowanie 5 różnych zamówień, 5 faktur, 5 przedpłat i użeranie się z działem księgowości, który pyta, dlaczego znowu jest tylu nowych kontrahentów.
Logistyka i konfekcja (10h) – znalezienie firmy, która to poskłada, koordynacja transportu materiałów z 5 miejsc do jednego punktu „zrzutu” i pilnowanie, żeby nic nie zginęło po drodze.
Gaszenie pożarów (5h) – kurier zgubił paletę z bibułką, a producent pudełek nagle przesunął termin o 3 dni, co wysadza cały harmonogram wysyłki do influencerów.
Matematyka prawdziwych ksoztów
Policzmy, ile to realnie kosztuje Twój biznes. Marketer w e-commerce to w rzeczywistości sprzedaż – dział bezpośrednio generujący przychód.
Załóżmy, że Twój 5-osobowy dział marketingu generuje dla firmy 1 000 000 PLN przychodu miesięcznie.
Średnio na jednego pracownika przypada 200 000 PLN wypracowanego przychodu.
Przy 160 godzinach pracy w miesiącu, każda godzina pracy Twojego specjalisty jest „warta” dla firmy około 1 250 PLN przychodu.
Marnując 32 godziny na logistykę, ryzykujesz utratę płynności przychodu rzędu 40 000 PLN.
Oczywiście, ten rachunek jest w pewnym sensie „nonsensem” – marketing to nie linia produkcyjna, gdzie co godzinę wypada gotowy produkt. Ale ta liczba pokazuje skalę zagrożenia. Czy Twój biznes naprawdę stać na to, by na tydzień wyłączyć 20% Twojej „maszyny do generowania pieniędzy” tylko po to, by zaoszczędzić kilkaset złotych na fakturze u dostawcy opakowań?
Prawdziwym kosztem nie jest pensja specjalisty za te 32 godziny. Prawdziwym kosztem jest to, czego on w tym czasie NIE zrobił – nie zoptymalizował kampanii, nie poprawił konwersji, nie domknął strategicznej współpracy, itd.
Dlatego powstała alternatywa
W ViEW nie jesteśmy dostawcą opakowań. Jesteśmy Twoim zewnętrznym działem produkcji, który usuwa ten ciężar z Twoich barków. Uwalniamy czas Twojego zespołu.
Jeden punkt kontaktu i 100% odpowiedzialności. Nie interesuje Cię, kto produkuje taśmę, a kto pudełko. Masz jednego eksperta w ViEW, który zna Twój brand book i bierze na siebie całą brudną robotę operacyjną.
Niezawodność dzięki sieci dostawców. Nie jesteśmy ograniczeni własnym parkiem maszynowym. Jeśli u jednego podwykonawcy pęknie rura, my natychmiast przekierowujemy produkcję do innego sprawdzonego partnera. Ty o problemie dowiadujesz się wraz z propozycją rozwiązania i planem działania.
Model „zero fee” i jedna faktura. Nie doliczamy opłat za obsługę czy konsultacje. Płacisz wyłącznie za zamówione produkty. Nasz model biznesowy jest oparty o stałe (i nie małe) współprace z producentami, co pozwala nam oferować Tobie konkurencyjne ceny i jednocześnie zarabiać.
Lekkość administracyjna. Zamiast dodawać 5 nowych podmiotów do systemu i procesować 5 różnych przedpłat – masz jednego kontrahenta. Jeden przelew, zero chaosu w papierach i święty spokój w księgowości.
Twój zespół ma generować zysk, a nie sprawdzać gramaturę tektury u pięciu podwykonawców. Pozwól nam zająć się brudną robotą operacyjną, a sam zajmij się tym, co faktycznie skaluje Twój e-commerce.